SPOD BANDY DO KOSZALogo Spod Bandy do KoszaŻużelPGE EkstraligaSpeedway Grand PrixSpeedway Euro ChampionshipKosz KadraPGE Basket LigaEuroCupFIBA Europe CupPLEN

BYŁO JUŻ +23, SKOŃCZYŁO SIĘ NERWAMI! ŚLĄSK POKONAŁ TORUŃ 81:76

WKS Śląsk Wrocław pokonał Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 81:76 w 6. kolejce PGE Basket Ligi. Sobotni mecz w Hali Orbita miał dwa zupełnie różne oblicza: przed przerwą gospodarze zbudowali nawet 23 punkty przewagi, a w czwartej kwarcie musieli bronić prowadzenia, które stopniało do zaledwie dwóch oczek. Devin Robinson imponował skutecznością, Tymoteusz Sternicki dołożył ważne akcje po obu stronach parkietu, a trafienie Paula Scruggsa pomogło zatrzymać toruński pościg.

Pierwszy cios należał do Śląska

Od początku to wrocławianie nadawali spotkaniu kierunek. Pierwszą kwartę wygrali 27:17, szybko zapewniając sobie dwucyfrową zaliczkę. Dla zespołu Danny’ego Franco był to dobry fundament: zamiast odrabiać straty, mógł zmuszać przeciwnika do pogoni. Torunianie już po dziesięciu minutach wiedzieli, że potrzebują wyraźnej poprawy defensywy, aby zatrzymać rozpędzony atak gospodarzy.

Najlepszy fragment Śląska przypadł na przełom pierwszej i drugiej odsłony. Seria 12:0 doprowadziła do wyniku 39:17, a później przewaga wzrosła do 47:24. To właśnie wtedy gospodarze osiągnęli najwyższe prowadzenie w całym meczu. Różnica 23 punktów stawiała ich w bardzo korzystnym położeniu, ale do końcowej syreny pozostawało jeszcze zbyt wiele czasu, by uznać sprawę za zamkniętą.

57 punktów do przerwy i wyraźna przewaga gospodarzy

Druga kwarta przyniosła sporo punktów po obu stronach: Śląsk wygrał ją 30:24 i schodził do szatni przy prowadzeniu 57:41. Toruń zdołał więc ograniczyć rozmiary strat w porównaniu z najtrudniejszym momentem, lecz nadal potrzebował odrobić aż 16 punktów. Wrocławianie mieli za sobą połowę, która dawała podstawy do myślenia o spokojniejszej końcówce.

Szczególnie dobrze wyglądała ofensywna wydajność Robinsona. Ostatecznie Amerykanin zakończył spotkanie z 17 punktami przy ośmiu celnych rzutach z dziewięciu prób z gry. Trafił siedem z ośmiu rzutów za dwa i jedyną próbę z dystansu. Jego dorobek pokazuje, jak dużą wartość miało wykorzystywanie dobrych okazji: Śląsk nie potrzebował od swojego lidera dużej liczby prób, aby otrzymać bardzo konkretny wkład punktowy.

Po zmianie stron ofensywa wyhamowała

Trzecia kwarta wyraźnie zmieniła tempo zdobywania punktów przez gospodarzy. Po 57 oczkach w pierwszej połowie dołożyli w niej tylko 13. Goście odpowiedzieli 16 punktami i przed ostatnią częścią przegrywali 57:70. Przewaga Śląska nadal była pokaźna, ale torunianie powoli zmniejszali dystans, a gospodarze nie potrafili już odtworzyć ofensywnej swobody sprzed przerwy.

Różnica między połowami okazała się ogromna: przez ostatnie 20 minut wrocławianie zdobyli łącznie zaledwie 24 punkty. Toruń wygrał drugą połowę 35:24. Dzięki temu spotkanie, które przy wyniku 47:24 wyglądało na jednostronne, w ostatniej odsłonie zamieniło się w walkę o każde posiadanie.

Kulig uruchomił pościg. Z 72:59 zrobiło się 72:70

Na początku czwartej kwarty Robinson trafił na 72:59, ale później Śląsk na długo stanął w ataku. Goście wykorzystali tę przerwę bezlitośnie. Damian Kulig zdobył punkty spod kosza, a następnie dołożył dwie trójki. Po jego drugim trafieniu z dystansu, na 5:07 przed końcem, gospodarze prowadzili już tylko 72:67.

To nie był koniec toruńskiej serii. Jeden celny rzut wolny Viktora Gaddeforsa i dwupunktowa akcja Kilpsa zmniejszyły różnicę do 72:70 na 4:04 przed syreną. Goście zaliczyli serię 11:0 i wrócili do meczu na pełnych prawach. Śląsk od trafienia Robinsona na 8:52 do końca przez ponad pięć minut nie zdobył ani jednego punktu.

Scruggs przerwał niemoc, Sternicki dał bezcenną dobitkę

W tak trudnym momencie odpowiedzialność wziął na siebie Paul Scruggs. Na 3:50 przed końcem trafił za trzy po podaniu Anthony’ego Hickeya i podwyższył prowadzenie do 75:70. Był to jeden z najważniejszych rzutów wieczoru: przerwał serię rywala i dał gospodarzom nieco oddechu. Torunianie nadal jednak naciskali, a Gaddefors odpowiedział celną próbą za dwa.

Kolejna odpowiedź Śląska należała do Robinsona, który po asyście Hickeya skończył akcję wsadem na 77:72. Następnie Kilps wykorzystał jeden rzut wolny, ale przy stanie 77:73 istotną rolę odegrał Sternicki. Zebrał w ataku po niecelnej próbie Jakuba Nizioła i dobił piłkę do kosza. Na 2:18 przed końcem gospodarze odzyskali sześciopunktową przewagę.

W końcówce liczyły się również akcje obronne. Hickey przechwytywał piłkę, a Sternicki zanotował kolejny ważny przechwyt na 25,9 sekundy przed końcem. Adam Wrzeszcz wykorzystał oba rzuty wolne na 18,8 sekundy przed syreną, dając Śląskowi prowadzenie 81:74. Luka Sakota zmniejszył jeszcze stratę do pięciu punktów, lecz ostatnia próba Kilpsa z dystansu była niecelna. Wynik 81:76 oznaczał zwycięstwo gospodarzy.

Robinson i Sternicki na pierwszym planie

Robinson do 17 punktów dołożył sześć zbiórek i dwie asysty, uzyskując wskaźnik eval 24. Sternicki zakończył mecz z 12 punktami, sześcioma zbiórkami, trzema asystami i dwoma przechwytami. Jego trzy zbiórki w ataku dobrze oddają znaczenie pracy, której nie widać wyłącznie w kolumnie punktowej. Dobitka w decydującym fragmencie była konkretną nagrodą za tę aktywność.

Hickey zdobył 11 punktów, rozdał pięć asyst i zanotował trzy przechwyty. Po osiem punktów dołożyli Scruggs i Coleman-Jones. Po stronie Torunia najwięcej zdobył Sakota — 17, w tym komplet siedmiu rzutów wolnych. Kulig zakończył spotkanie z 15 punktami, Bennett Vander Plas z 14 i czterema trójkami, a Gaddefors z 12 punktami oraz siedmioma zbiórkami.

Ławka i zbiórki pomogły przetrwać kryzys

Śląsk wygrał walkę na tablicach 36:29 i otrzymał aż 32 punkty od zawodników rezerwowych, przy dziewięciu punktach ławki gości. Miał też lepszą skuteczność z gry: 53,2 procent wobec 43,8 procent Torunia. Różnica była widoczna także na dystansie — gospodarze trafili dziewięć z 25 prób, a przyjezdni siedem z 29.

Nie wszystko działało jednak po myśli wrocławian. Popełnili 17 strat, podczas gdy Toruń 11, a w punktach z szybkiego ataku przegrali 6:15. To ważne tło dla powrotu gości: nawet duża przewaga i dobra skuteczność w całym spotkaniu nie zapewniają spokoju, gdy atak na kilka minut przestaje przynosić punkty.

Dla Śląska ten wieczór kończy się zatem zwycięstwem i materiałem do analizy. Zespół przez niemal całe spotkanie był na prowadzeniu i ani razu go nie oddał, ale ostatecznie musiał ciężko pracować na sukces, który wcześniej wydawał się znacznie bliższy. Torunianie mogą żałować początku meczu: ich pościg był imponujący, jednak strata z pierwszej połowy okazała się zbyt duża, by odwrócić wynik.

Wynik i punktujący

WKS Śląsk Wrocław – Arriva Lotto Twarde Pierniki Toruń 81:76
Kwarty: 27:17, 30:24, 13:16, 11:19.
PGE Basket Liga, 6. kolejka, 7 listopada 2026, Hala Orbita we Wrocławiu.

Śląsk: Robinson 17, Sternicki 12, Hickey 11, Scruggs 8, Coleman-Jones 8, Luc 7, Wrzeszcz 7, Kulikowski 5, Parsons 4, Nizioł 2, Czerniewicz 0.

Toruń: Sakota 17, Kulig 15, Vander Plas 14, Gaddefors 12, Cousins 9, Kilps 7, Cowels III 2, Sowiński 0.

Źródło: Statystyki PLK.

Skomentuj